Andrzejewska: Sto lat temu londyńczycy wypili największą filiżankę smogu

Siedemdziesiąt lat temu Londyn opanowała śmiercionośna mgła. Przez cztery dni przebywanie w mieście było poważnym zagrożeniem, przez co życie w stolicy zatrzymało się niemal całkowicie – pisze Maria Andrzejewska, redaktor BiznesAlert.pl.

Żółta zawiesina w powietrzu pojawiła się piątego grudnia 1952 roku, kiedy mieszkańcy Londynu zaczęli intensywnie ogrzewać swoje domy węglem niskiej jakości. W połączeniu ze złymi warunkami atmosferycznymi pojawił się silny smog, obfity przede wszystkim w dwutlenek siarki. Londyńczycy nie mogli złapać tchu, a śmiercią groziło nawet przebywanie w domach.

„W ciągu czterech dni naliczono cztery tysiące zgonów, a londyńczycy umierali na ulicach, w szpitalach i w domach, śpiąc”

 

Zamknięto teatry, bo smog wdarł się do środka i widzowie nie mogli zobaczyć sceny. Ludzie chodzili przy ścianach budynków, żeby wyznaczyć sobie drogę, bo ciężko było im zobaczyć swoje stopy. Policjanci używali pochodni, żeby widzieć cokolwiek. W ciągu czterech dni naliczono cztery tysiące zgonów, a londyńczycy umierali na ulicach, w szpitalach i w domach, śpiąc.

Antycyklon i inwersja temperatury

Początek grudnia 1952 roku był dla londyńczyków chłodny i bardzo mglisty. Gęste powietrze w całym mieście nie budziło zdziwienia mieszkańców szczególnie, że byli przyzwyczajeni do podobnej aury o tej porze roku. Brytyjczycy zaczęli ogrzewać swoje domy węglem, fabryki intensywnie pracowały, a ulice pozostawały pełne samochodów.

Londyn był wtedy pod wpływem układu wysokiego ciśnienia. Chłodne powietrze zaczęło kumulować się tuż przy powierzchni ziemi, a ciepłe warstwy znajdowały się tuż nad nim, co doprowadziło do inwersji temperatury. Ciepłe powietrze blokowało przepływ i pionowe mieszanie się z zimnymi warstwami, co uniemożliwiło rozejście się zanieczyszczeń. To spowodowało do gromadzenia się dwutlenku siarki, który przy tak dużym stężeniu zmieniał się w kwas siarkowy, nadając mgle żółty kolor.

Większość zgonów była efektem niewydolności płuc lub hipoksji, czyli niedotleniania organizmu. Wiele osób doświadczyło silnych uszkodzeń układu oddechowego, inni doznali trwałego uszkodzenia oskrzeli, czego konsekwencje ciągnęły latami. Ludzie umierali jeszcze dług po zejściu mgły 9 grudnia. Szacuje się, że smog doprowadził do śmierci około 12 tysięcy osób.

„Uchwała o czystym powietrzu weszła w życie w 1956 roku i były to pierwsze przepisy antysmogowe na świecie”

Wielki smog pojawił się w latach, kiedy trudno było o wskaźniki jakości powietrza. Przeprowadzenie badań zajmowało lata, bo wiązało się to z zebraniem danych, przede wszystkim za pośrednictwem ankiet wysyłanych listownie. Był to też czas żywego rozwoju przemysłu, a ulice coraz częściej przepełniały samochody. Jakość powietrza w miastach zaczynała się drastycznie pogarszać. W 1956 roku rząd uregulował ten problem przepisami, wprowadzając ustawę o czystym powietrzu. Mimo to, jeszcze w grudniu 1962 roku w wyniku złej jakości powietrza zmarło 750 tys. Brytyjczyków. Aktualne dane pokazują, że z tej przyczyny nadal umiera 28 tys. mieszkańców Wysp i ponad cztery miliony na całym świecie.

Eksperci tłumaczą, że problem smogu jest złożony i trzeba podjeść do tego holistycznie. Przykładem jest wysoka emisja siarki z węgla i ropy naftowej w latach 50. i 60. ubiegłego wieku także w Wielkiej Brytanii. Efektem poluzowania kontroli jakości powietrza i braku odpowiednich przepisów były kwaśne deszcze, które zrujnowały krajobrazy Skandynawii.

Ludzie chodzili przy ścianach budynków, żeby wyznaczyć sobie drogę, bo ciężko było im zobaczyć swoje stopy. Policjanci używali pochodni, żeby widzieć cokolwiek. W ciągu czterech dni naliczono cztery tysiące zgonów, a londyńczycy umierali na ulicach, w szpitalach i w domach, śpiąc.

Guła: Ograniczenie ruchu samochodowego sprawiło, że centrum Krakowa mogło odżyć (ROZMOWA)

Artykuł Andrzejewska: Sto lat temu londyńczycy wypili największą filiżankę smogu pochodzi z serwisu BiznesAlert.pl.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.